Wierzgająca radość

Gdy widzisz, jak zwierzę pierwszy raz w życiu zostaje wypuszczone z boksu na łąkę, gdy nagle jego świat zmienia wymiar, gdy przestrzeń rozszerza się, niczym galaktyka i rośnie do monstrualnych (porównawczo) wymiarów, gdy widzisz, jak reaguje, jak się cieszy, jak bryka po trawie, nie da się pohamować wzruszenia. Te krowy były skazane na śmierć, bo przestały być już dochodowe, dawały już zbyt mało mleka, by się opłacało przedsiębiorcy zachować je przy życiu i ponosić tylko koszty(!). Na szczęście, są ludzie, którym w głowie się nie mieści, że można być tak bezdusznym i bezlitosnym, dlatego stworzyli fundację, która ratuje „nieprzydatne” krowy. Każde stworzenie ma prawo do bycia i życia, zobaczcie, jak potrafi okazać radość! Nie trzeba znać żadnego obcego języka, by odczuć i zrozumieć to zdarzenie. Całe szczęście, że te krowy nie zdają sobie sprawy, co je czekało…

Reklamy

60 myśli nt. „Wierzgająca radość

    • I ja się wzruszyłam. Nie tylko dlatego, że znaleźli się ludzie, którzy uratowali te zwierzęta, ale też dlatego, że nie przypuszczałam, że krowy mogą okazać taką radość!! Jak mało wiemy jednak o zwierzętach..
      I zbyt często traktujemy je instrumentalnie..

      Lubię to

      • Nie znaczy. Oczywiście, Piszę o tym, w znaczeniu,że gdyby człowiek wiedział jak ważkie, trudne, ciężkie, i rozłożone w czasie czekają go wyrzeczenia by osiągnąć cel/e to niejednokrotnie, definitywnie by zrezygnował. Co także nie oznacza, by się do tego nie przygotować i Ujmując rzecz kolokwialnie „iść na żywioł”.Nie,to, że nie wiemy kiedy umrzemy, nie znaczy, że nie mamy się co śmierci przygotować. Ekstremalny przykład, ale cóż. Takie życie.

        Lubię to

        • Dobrze, że nie o wszystkim wiemy, bo, oczywiście, masz rację, że taka wiedza by mocno blokowała. Ale przecież nie mierzymy się ze wszystkimi wyrzeczeniami, czy trudnymi zadaniami naraz, to jest rozłozone w czasie i w pewnym sensie „czeka” na nas, az dojrzejemy do tych spraw. To i tak teoretyzowanie, bo każde życie przebiega nieco inaczej, inaczej je odbiera kazdy z nas.

          Lubię to

  1. Piękne … jednak zawsze gdy widzę ludzi wzruszających się losem zwierząt, zastanawia mnie dlaczego tak podziwiamy ich determinację w walce o lepszy los zwierzaków, a jednocześnie nie ma litości dla „nieproduktywnych” ludzi – starych, chorych, niepełnosprawnych, forsuje się wprowadzanie praw zezwalających na ich zabijanie …

    Lubię to

    • I tu się zgadzam, że takie działania, jak pokazane na filmie, wzbudzają więcej pozytywnych emocji, niż np. pomoc starym ludziom. Gdyby robić takie rzeczy na pokaz, to rzeczywiście byłoby haniebne. Myslę jednak, że akurat ci ludzie ujęli się za krowami, bo nie było nikogo innego, kto by to zrobił. Dla wielu ludzi krowa to tylko zwierzę, które służy człowiekowi, dając mleko i mięso. Kotom, psom pomaga wiele osób, czy instytucji. krowom – nie. Może to i swego rodzaju kaprys, ale kaprys pozytywny.
      Mówisz o biednych, czy schorowanych ludziach.. Nie będę uogólniać, mówiąc, że świat jest niesprawiedliwy, wystarczy popatrzeć na nasz kraj.. Strach pomysleć, co będzie z nami, jak dobrniemy do emerytury.. Mam nadzieję, że we względnym zdrowiu, bo starzy nie rokują dobrze, to po co ich leczyc..?

      Lubię to

  2. Piękny materiał. Każdemu należą się godne warunki, bez względu na gatunek, tak ludziom, jak i zwierzętom. Kolejny dowód na to, że człowiek wszystko traktuje jak towar – produkujemy zwierzęta żeby nam służyły, ale gdy się zużyją, trzeba je wyrzucić. Widać jak bardzo takie myślenie jest bezduszne, gdy patrzy się na tę bezinteresowną, krowią radość. 🙂

    Lubię to

    • Takie filmy mają też za zadanie uświadomić nam, że zwierzęta to istoty czujące, że potrafią okazywać radość i nalezy im się też od nas poszanowanie i zapewnienie godnego życia. I niech mają swoją „emeryturę” 😉

      Lubię to

  3. Ja tam krowy lubię, mają takie długie rzęsy i chętnie mi zawsze pozują do zdjęć 😉
    Współczesny świat za wszelką siłę spycha starzenie sie i umieranie poza świadomość społeczną. Kiedyś ludzie umierali w domach, otoczeni przez rodzinę, sąsiadów, a dziś odchodzi się w szpitalu lub w hospicjum. Starość to również temat nieprzyjemny, starych ludzi nikt nie chce oglądać, przestrzeń publiczna robi się dla nich coraz bardziej zamknięta. Bardzo to odrzucenie widoczne było dla mnie w Polsce. Do dziś pamiętam szok (bardzo pozytywny szok), gdy po przeprowadzce do Irlandii odkryłam, że zycie starszej osoby nie musi koncentrować się między kościołem, cmentarzem a ewentualnym bawieniem wnuków. Irlandzkie babcie chodzą do pubów, na potańcówki, udzielają się społecznie, jeżdżą samochodami, maluja się, zakładają buty na obcasach, a wnuki widzą w niedzielę na rodzinnym obiedzie. Ale najważniejsze jest dla mnie, że są obecne, że je widać i że nikomu nie przeszkadzają.
    Wybacz, że to napiszę, ale mam wrażenie, że widok tych krówek skaczących z radości większość z nas wzruszy, ale gdyby był to film o podskakujących staruszkach, wielu czułoby się zażenowanych (szczególnie, gdyby byli to członkowie ich rodzin 😉 ). Moja mama często mi powtarza, żebym zamknęła ją domu opieki jak na starość zacznie nosić fioletowe kapulesze. Zawsze jej odpowiadam, że jak już zacznie je nosić, to kupię jej jeszcze żółte, różowe i błękitne, by mogła je zmieniać w zależności od nastroju.
    Wybacz też Goldie, ale moim zdaniem wszyscy powinni mieć świadomość, że stek, który zjedli na obiad, był kiedyś młodym byczkiem. A schabowy prosiakiem. I że zwierzęta hodowlane kończą swój żywot w rzeźni. Więcej, gdybyśmy zgodnie przyznali, że od dziś nie jemy mięsa, bo nie chcemy zabijać krów, swiń i kur, to bardzo szybko, by tych zwierzaków po prostu zabrakło. One są, bo hodujemy je na mięso, klej, skóry itd.
    Film bardzo ładny, ale nie zamierzam sponsorować spokojnej emerytury krowom. Pomagam finansowo swojej Babci, bo choć była „kobietą pracującą”, to dostaje teraz groszową emeryturę od naszego wspaniałego ZUSu.
    Goldie, przepraszam, że Ci tu tak nabazgroliłam, wykasuj jak za długi elaborat 😉

    Lubię to

    • Dziękuję, Daga, za Twój komentarz. Właściwie jest jak osobny post – i dobrze! 🙂
      Poruszyłaś temat niewatpliwie niezbyt popularny, mianowicie temat starszych ludzi w Polsce. Najchętniej (oficjalnie) by się o tym nie mówiło, bo czym się chwalić, zwłaszcza na tle Zachodu? Nie ma czym. Ty to potwierdzasz. Każdy, kto zetknął się chociażby z podróżującymi Niemcami, Anglikami, czy Francuzami, zauważył, że są to emeryci, którzy spędzają czas na Kanarach, czy w Hiszpanii, bo mogą sobie na to pozwolić. Mają nie tylko emerytury, które nie są takie małe, ale i mają dofinansowanie państwa, czy różnych organizacji. Często ich zasoby pochodzą z realizowanych ubezpieczeń na dożycie, coś, co u nas dopiero jest od niedawna..
      Są aktywni, witalni i mogą cieszyć się życiem, a nie być tylko balastem dla rodziny. U nas temat emerytur jest absolutnie niewygodny, sama drżę na myśl, co będzie za pewien czas, jak dostanę emeryturę..?
      Filmik z krowami jest moim zdaniem sympatyczny i wzruszający. Mozliwe, że nie powinno się takich filmów ani oglądać, ani tym bardziej umieszczać na stronach internetowych, bo to trochę działa, jak mydlenie oczu i zamazywanie prawdziwych problemów. Zamiast mówić o starszych ludziach, o ich problemach, pokazuje się śliczne krówki, albo kotki, czy pieski, wywołując wzruszenie u odbiorców i chęć pomocy kolejnym zwierzętom, by poprawić sobie samopoczucie – zamiast skupiac się na ludziach. No, ale człowiek nie jest doskonały 😉 Troszkę sobie żartuję, ale absolutnie nie kpię i nie mam zamiaru Ci dokuczyć. Naprawdę cieszę się z Twojej wypowiedzi. 🙂
      Zgadzam się też z Tobą, że jesli je się mięso, to trzeba mieć świadomość, że pochodzi ono z hodowli, a jak tam żyją krowy, czy świnie, to lepiej nie mówić.. Ja akurat mięsa nie jem od bodajże 20 lat, ale lubię mleko i sery.. Mam więc swój udział w tej hodowlanej karuzeli. Cóż dodac.. chyba tylko jeszcze życzenie, byśmy jak najdłużej zachowali zdrowie. Bo to już byłaby katastrofa.. 😉
      Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, ale dziś miałam „sesję wyjazdową” i nie tak dawno wróciłam z Warszawy.

      Lubię to

      • Goldie, ależ Ty się nie tłumacz, że odpowiedziałaś po kilku godzinach. Odpowiedz i za miesiąc, albo i wcale!
        A wracając do głownego wątku, to życzyłabym sobie, Tobie i wszystkim innym, by ich zycie było tak godne, zarówno w kwiecie wieku jak i na emeryturze, by największym zmartwieniem było to, czy krowy mleczne w okresie „postprodukcyjnym” żyją sobie wygodnie w oborze spokojnej starości.
        Rozmawiałam dzisiaj z moim mężem o tym filmie, bo mnie poruszył i on – mięsożerca zatwardziały – stwierdził, jak na ignoranta przystało, że eee tam krowy, on rozumie, że o psy w schroniskach trzeba się troszczyć. Więc ja mu z grubej rury, że czym krowa psu ustępuje. A on, że krowa ma jednak mniejszy mózg od psa, więc mniej czuje. No to mnie zdenerwował i pytam go, czy zatem jest ok, że komara i muchę ciach trach ubijam, a nawet krowę ok, a psa nie, bo zbyt inteligentny. Mąż zaczął się śmiać, że się rozpędziłam, ale ogólnie to własnie tak on to widzi, pies jest inteligentniejszny niż krowa, więc też potrzebuje innego traktowania. Tym mnie już rozsierdził i pytam chłopa, co w takim razie z ludźmi, np. niepełnosprawnymi intelektualnie, co nawet od przeciętnego psa „głupsi” są. Popatrzył tylko i uciekł… Dyskusja nie miała szansy na powodzenie… Chciałam tylko powiedzieć (tzn. napisać), że temat jednak wciąż przeżywam.
        Przypomniało mi to apele, jakie kilka lat temu wysyłano tu w Irlandii do właścicieli koni. Apelowano o oddawanie ich do rzeźni. Dlaczego? Konie są dumą Irlandczyków, ich posiadanie świadczy o statusie społecznym. Gdy zaczęła się recesja, wielu właścicieli uświadomiło sobie, że nie dadzą rady wykarmić koni przez zimę, ale nie chcieli oddawać ich do rzeźni, bo to nieludzkie. „Puszczali je więc wolno” czyli wyrzucali i te biedne zwierzaki błąkały się, dziczały a często zdychały z głodu gdzieś na drodze. Sporo musiano też wyłapać, bo szturmowały wysypiska śmieci. Taka smutna historia…

        Lubię to

        • Daga, zobacz sama, jak różne jest podejście do tematu „postprodukcyjnych” zwierząt i ludzi. Jest sporo różnych stowarzyszen, czy fundacji, które starają się pomóc starym, czy chorym zwierzętom. Osobną, dość liczną grupą są organizacje stworzone z myslą o pomocy sierotom, czy chorym dzieciom. Natomiast dorośli są w większości skazani na własne siły i pomysłowość. Dopóki pracują, zarabiają, dopóki jakoś wiążą koniec z koncem, nie ma problemu. Ale emerytura, renta – tragedia! (u zwykłego Iksińskiego, nie żadnego funkcjonariusza itp.). To właśnie nakreślił Wuguś w swoim komentarzu. Nikt nas nie będzie w stanie utrzymać na emeryturze, bo do tej pory pewnie runie cały system… Wyludni się..

          Wracając do zwierząt – może jestem nienormalna, ale uwazam, że szacunek i odpowiednie traktowanie należy się każdemu zwierzęciu. Już wspominałam, to są istoty czujące, nasi mniejsi bracia.. Nie powinno się dzielić na te, które warto i nie warto chronić, bo są np. bardziej inteligentne. Gdyby Twój mąż poobserwował np. świnie, zobaczyłby, jakie są inteligentne, jak przywiązują się do ludzi, to wszystko tylko kwestia punktu widzenia 🙂
          U nas były podobne historie z końmi. Były i są. Parę lat temu głośno było o stadzie koni, należącym do polityka i binesmena, które to konie zostały zagłodzone, miały powżynaną uprząż, były chodzącymi szkieletami..
          Inna historia – nielegalne hodowle psów. Moja córka pomaga wyprowadzac na spacery bezdomne psy, które trafiają do kliniki wet. albo do Fundacji. I dwa lata temu trafiło tam kilka huskych z nielegalnej hodowli. Szkieleciki!! Dorosły pies ważył 3,5 kilo!! Myślę, że patrząc na takie nieszczęście trudno nie reagowac. I dlatego też sporo mówi się o takich przypadkach. Smutne…

          Lubię to

          • Goldie, Ty jesteś bardzo, bardzo normalna 😀 Mój mąż jest niereformowalny, tzn. twierdzi, że w życiu kieruje się rozsądkiem, a nie emocjami. Cóż, taki typ, dla mnie w sam raz, bo jest jak port – zawsze w tym samym miejscu, nie to co ja 😉 Hmm, ja chyba za często kieruję się emocjami. I tak – ratuję gąsienice, które na oślep prosto na ulicę się pchają, a równocześnie z zapałem maniaka morduję ślimaki buszujące w moich doniczkach oraz muchy w kuchni. Hmm.. ale jak osa lub pszczoła zaplątają się w kuchni, to łagodnie wyganiam je na dwór. I gdzie tu sprawiedliwość? Kotu koleżanki pozwalam włazić na moje kolana, wycierać sierść w moje spodnie, a nawet pazurkami skubać sweter, ale dostaję szału, gdy próbuje to samo zrobić pies mojej innej koleżanki… Kot w domu, a pies na podwórku – tak to widzę. Znów nie ma żadnej sprawiedliwości. A czytałam niedawno o koniu, który mieszka ze swą właścicielką… Futra nie wyobrażam sobie w mojej szafie, ale buty mam tylko skórzane… Zjem barana, ale nie zjem sarny… I jak tak myślę i się zastanawiam, to już sama nie wiem. Chyba nie da się oszczędzić każdego żywego stworzenia… Zaraz pójdę się wyszorować i ubiję mydłem wszystkie wirusy i inne mikroby, które los przykleił do mojego ciała.
            I jeszcze zastanawiam się czym karmią swoje koty czy psy wegetarianie? Przestawiają swoje zwierzęta na dietę bezmięsną, czy karmią wołowinką z puszki? W naszym lokalnym sklepie widziałam puszki z żarełkiem dla kota z mięsa króliczego. Króliczka też bym nie zjadła…

            Lubię to

            • Dag, wspaniale opisałaś codzienne dylematy 😉 To takie ludzkie jest… Jako dziecko wielkiego miasta chyba aż do dziesiątego roku życia byłem przekonany, że mleko jest ze sklepu, a mięso z masarni. Potem jednak trzeba było jakoś zmierzyć się z rzeczywistością.

              Lubię to

              • Piszesz, że ludzkie… Tak, ludzkie, bo kocur polujący na mysz takiego dylematu nie ma 🙂
                Nie potrafię powiedzieć mojemu dziecku, że zwierzęta są zabijane, byśmy mogli je zjeść. Mieszkamy na wsi, więc tematu nie da się ominąć, ale póki co trzymam się wersji, że zjadamy, bo już nie są żywe, ale nie precyzuję dlaczego. Moje dziecko zapytało mnie, czy pradziadka też ktoś zjadł, skoro on nie żyje. Z ulgą powiedziałam jej, że tak! Ciało pradziadka zjadły robaczki, które mieszkają w ziemi. Bałam się, co po tym wyznaniu nastąpi, ale ona odpowiedziała tylko: aha. I poszła spać. Jak piszesz, trzeba zmierzyć się z rzeczywistością… Trzeba.

                Lubię to

                • Ech, dzieci to mają pytania..! Fantastycznie obserwują, kojarzą i zadają właściwe pytania – zupełnie wprost, nie dookoła.
                  Podziwiam Cię, że tak wspaniale wybrnęłaś z kwestii zjadania pradziadka, Twój pomysł warto propagować wśród innych rodziców 🙂
                  Gorzej będzie, gdy Twoja mała zacznie pytać o to, kto zabił cielaczka, czy świnkę, albo dlaczego. Ale mam nadzieję, że i wtedy wymyślisz coś odpowedniego 🙂
                  Jesteś naprawdę niezwykłą mamą 🙂

                  Lubię to

            • Daga, jesteście w równowadze, a to istotne w życiu 🙂 Mam podobnie, jak Ty – ratuję małe żuczki, ale tępię mole spożywcze.. Wydaje mi się, że nie powinno się przekraczać pewnych granic i nie powinno pozwalać, by zwierzęta je przekraczały. Gdybym była radykalna, nie miałabym skórzanych butów, czy paska.
              Jest pewna różnica w traktowaniu zwierząt przez ludzi mieszkających w mieście i na wsi. Nie chcę, by to zabrzmiało jakoś radykalnie, ale ludzie na wsi często nie patrzą na zwierzęta, jak na inne czujące istoty, ale podchodzą instrumentalnie. Z pewnoscią nie wszyscy, ale znakomita większość.

              Wiem, że są karmy dla kotów bezmięsne, ale to akurat jest moim zdaniem, przesada. Koty są drapieżne, mięsożerne, powinny żywić się również mięsem. W kazdym razie moje koty dostają normalne puchy, czasem też surowe mięso 🙂 Gdybym nie dawała moim zwierzakom mięsa, postapiłabym egoistycznie, narzucając im moje przekonania, a przecież one mają swoje preferencje.. 😉
              Podobnie wobec ludzi – nikogo nie przekonuję do tego, by nie jadł mięsa 🙂

              Lubię to

  4. Co roku widuję happy krowy w Słońsku. Pewnie długi czas są happy, zanim później pójdą na rzeź. Najpierw jednak mają światło, przestrzeń, powietrze i zieleniny do oporu i wyboru…

    Lubię to

    • Masz na mysli, Marku, jakieś ekologiczne gospodarstwa? Jeśli zwierzęta mają odpowiednie warunki, są odstresowane, można rzec, ze wyluzowane, to i mięso z takich zwierząt jest znacznie lepszej jakości. To oczywiscie ma znaczenie dla tych, którzy jedzą mięso 🙂

      Lubię to

  5. A propos rozważań o emerytach (sam ten wątek poruszyłem kilka pięter wyżej) to moja „teza ekonomisty” brzmi: bardziej opłaca się wysłać ludzi na świadczenie przedemerytalne niż płacić zasiłki bezrobotnym. W wielu krajach analizowano już ile kosztuje stworzenie nowego miejsca pracy. Okazało się, że taniej by było zwolnić kogoś w 60 roku życia i na jego miejsce zatrudnić młodego. Po pierwsze młody jest bardziej kreatywny i wydajny, a przy tym tańszy na tym – już istniejącym – miejscu pracy. Oczywiście w warunkach polskiej gospodarki jest to niemożliwe, gdyż koszty tworzenia miejsc pracy zostały przerzucone głównie na zagranicznych inwestorów (np. Biedronka) a państwo zostało z koniecznością płacenia zasiłków i emerytur. To co mamy w Polsce nazywa się kapitalizmem (używa się tego określenia, gdyż społeczeństwo podświadomie dążyło od socjalizmu do gospodarki rynkowej, więc niby ma to, czego oczekiwało). W rzeczywistości jesteśmy jak te krowy, jedne smutne, inne bardziej happy.

    Lubię to

    • Coraz częściej mam wrażenie, że Polska to taki poligon doświadczalny, gdzie testuje się rózne formy zarządzania. I na zasadzie- trzeba spróbować tego, a może wyjdzie. O, nie wyszło… Nie szkodzi.. 😉 Co szkodziłoby zastosować sprawdzone gdzie indziej wzorce, a nie robić własne (??) eksperymenty. Inną sprawą jest to, że nasze państwo biednieje w oczach, bo do kasy wpływa już strumyczek pieniędzy, natomiast rzeka wypływa własnie do zagranicznych inwestorów. Ostatnio czytałam, ile miliardów euro wyszło z Polski do zagranicznych banków..
      Ale chyba zboczyłam z tematu, wybacz..

      Lubię to

      • Nie, nie zboczyłaś. Zastanówmy się jak może być dobrze. Wiadomo, że dzisiejsi pracujący odprowadzają składki na tych uzyskujących emeryturę. Jak mogę mieć 1000 zł emerytury skoro moja synowa została zatrudniona na 300 zł brutto (na umowę zlecenie) a resztę wypłaty dostaje „do ręki”? Napisałem do Państwowej Inspekcji Pracy z zapytaniem czy jest to legalna umowa w świetle obowiązujących w Polsce przepisów. Napisałem, bo wiem, że nie jest. Odpisali, że rozpatrzą sprawę, jeżeli zgłosi się sama „poszkodowana”. Nie wystarczyło, że podpisałem się własnym imieniem i nazwiskiem. A „poszkodowana” nie zgłosi się, bo woli mieć kilkaset złotych niż nic. W tej firmie nikt nie ma umowy o pracę. Jest to marka znana w Polsce, sieć sklepów: Spar. Byłem kiedyś w restauracji, podpytałem kelnerkę. Na osiem (!) zatrudnionych osób, jedna ma umowę o pracę, druga „pół etatu”, reszta umowy zlecenia. Te z umów zleceń to jak się domyślasz nie nabywają żadnych praw co do ew. bezrobocia, nie mają prawa do macierzyńskiego. Skoro nie są pracownikami to nie muszą również robić badań profilaktycznych, więc pracują bez badań na nosicielstwo, nikomu nie wadzi czy mają kiłę czy tylko rzeżączkę. Niestety, Państwowa Inspekcja Pracy i Sanepid jako instytucje rządowe są tak skorumpowane, że głowa boli. Przyjeżdżają, zjedzą darmowy obiad, dostaną koniak do torby i jadą dalej. Nie wiem czy pamiętasz wakacyjną akcję dziennikarzy o pracujących w gastronomii. I te skomplikowane tłumaczenia, że „kontrola musi być zapowiedziana”, a wtedy już wszystko jest w porządku ;)))

        Lubię to

        • Sprawdza się teraz powiedzenie, że „dobrze, to już było”. A myślałam, że to żart..
          Podałeś przykład, że opadają ręce i nie tylko.. Nikogo nie obchodzi, że jest jawne bezprawie, ważne, żeby urzędnicy mieli święty spokój. I zapowiedziane kontrole.. To dopiero ewenement!!
          Bardzo mnie rozweseliło hasło „dzietność”. Trzeba zwiększyć dzietność, wtedy bedą odpowiednio odprowadzane w przyszłości składki na NASZE emerytury. OK, niechby i tak było, ale to czysta teoria..! Kto zazwyczaj ma dużo dzieci?? Ludzie, którzy nie potrafią dać swoim dzieciom odpowedniego wykształcenia, zawodu, nie zapewniają też odpowiedniej opieki, bo (przeważnie) piją, nie pracują, ale rozmnażają się. Ich dzieci trafiają do domów dziecka, czy w najlepsym przypadku do rodzin zastepczych. A ich dzieci też się będą rozmnażały jako nastolatki i też nie zapewnią swoim dzieciom nauki, zawodu, przyszłości. To uproszczenie, ale celowo je popełniam. I teraz zobacz, co da nam ta „dzietność”. Nic. Bezrobotni, czy lumpenproletariat nie wniosą nic, a raczej będą kosztotwórczy.

          Lubię to

  6. Krowa to zwierzę, które służy człowiekowi, dając mleko i mięso, i to jest podstawowa prawda. Gdybyśmy chcieli to zmienić, musielibyśmy zrezygnować z tych dóbr, bo wszystko inne jest iluzją dobroczynności. Może w innym wymiarze, ale każde życie ma swoje pragnienia. Pokazanie radości uwolnionych krów dowodzi temu. Tylko nie byłbym pewny, czy to gest troski o krowy, czy manipulacja wizualna, na której „dobroczyńca” zyskuje.
    To mój pogląd, ale jak wynika z obszernych komentarzy, które tu przeczytałem, nie odosobniony.
    Pozdrawiam.

    Lubię to

    • Dziękuję, Krzysiu, za Twój komentarz. Wczoraj byłam tak zmęczona po podróży, że nie miałam sił nic napisać..
      Człowiek korzysta z „dóbr”, jakie dostarcza mu świat zwierząt, to sprawa diety, wychowania, ale i światopoglądu. Nic w tym złego, że jada się mięso, czy pije mlego – od wieków tak było, jest i będzie. Nie ma też nic złego w tym, że część ludzi eliminuje mięso i produkty mięsne ze swego jadłospisu, jesli nie zmuszają innych do takiej samej postawy. Wszelkie radykalne działania i zachowania mają to do siebie, że nie akceptują niczego innego, bo są radykalne 😉 Też się zastanawiam nad intencjami twórców tego filmu i mam nadzieję, że nie zrobili tego ze względu na rozgłos. Chociaż pewna niczego nie jestem 🙂
      Pozdrawiam 🙂

      Lubię to

  7. Filmik ten ogladalm juz jakis czas temu na Youtube, bardzo sympatyczny obrazek. Tak samo, jak te krowy na filmiku, zachowywala sie krowa mojej babci gdy pierwszy raz po zimie wychodzila na lake. Przeczytalam sobie wszystkie komantarze i nic juz nie dodam do tamatow w nich poruszanych. Chce powiedziec tylko, ze niektorym ludziom wydaje sie ze krowy sa glupie, ale ja uwazam ze wcale tak nie jest. Od kiedy pamiecia siegam moja babcia mila kilka krow i wszystkie byly dobrze traktowane. Byla jedna ktora bodla i kopala, a jeden raz nadepnela, specjanie na stope mojej cioci, ona jej wyjatkowo nie lubila, pomimo tego ze to ciocia chodzila ja pasac i nigdy nic zlego jej nie zrobila. Moja babcia powtarzala, ze ktos musial ja skrzywdzic i dlatego taka jest. Jedna z nich byla wyjatkowo madra i kiedys babcia kazala mi ja zaprowadzic na jedna lake, powiedziala gdzie, uzywajac nazwy tego miejsca. Mialam wtedy moze szesc lat i gdy wyruszylam w droge to wszystko mi sie poplatalo, ale krowa slyszala gdzie ma isc i doskonale znala droge. Niestety krowa ta byla chora i po pierwszym cielaku nie mogla zajsc w caze, a wiadomo nie ma cielaka, nie ma mleka. Babcia zaprowadzila ja do rzezni, a krowa cala droge plakala, moja babcia potem tez, ale coz taka kolej rzeczy, bo babcia tym mlekiem sobie cale zycie dorabiala. To wlasnie od babci nauczylam sie szacunku do zwierzat i paradoksalnie od mojego wujka rzeznika, ktory zawsze powtarzal „jak juz musisz zwierze zabic, to zrob to tak aby nie musialo cierpiec”.

    Lubię to

    • Dziękuję Ci Dina za ten komentarz. Uzmysłowiłaś nim, że poszanowanie zwierząt nie opiera się tylko na niejedzeniu mięsa i produktów zwierzęcych. To sprawa podejścia do zwierząt i równiez okreslenia ich miejsca w naszym świecie. Twoja Babcia z pewnością dobrze traktowała swoje zwierzęta, wiedziała też, że od nich zależy Jej byt. Bardzo fajne masz wspomnienia z dzieciństwa, taki bliski kontakt z krowami, czy innymi zwierzętami w gospodarstwie jest dla dziecka bardzo ważny, bo kształtuje postawę na przyszłość.
      Piszesz też o wujku rzeźniku – przekazał Ci bardzo mądrą myśl o cierpieniu zwierząt. Przypomniała mi się niedawna sprawa uboju rytualnego krów… Brak słów..

      Lubię to

  8. Wiesz Goldi dlugo sie zastanawialam nad tym i z jednej strony podziwiam takich ludzi jak Ty ktorzy nie jedza miesa pomimo ze kiedys go jedli. Ja tez sie nad tym zastanawialm, ale doszlam do wniosku ze dla mnie jednak nie bylo by to dobre, dlatego ze ja nie znosze gotowac, a ukadanie jadlospisow to jest dla mnie katorga, a poza tym gdyby wszyscy jedli go tyle co ja to przemysl miesny zabanktotowal by w ciagu tygodnia. Jem go malo, bo po pierwsze nie odczuwam potrzeby opychania sie miesem, a po drugie teraz jest ono poprostu niesmaczne i sama wiesz dlaczego, ale czasem poprostu musze kawalek zjesc, raz, dwa razy na tydzien. Zdaje sobie sprawe jak wyglada to co nazywamy „hodowla” i bardzo mnie to boli, ale sama swiata nie zbawie, bo prawda ze tacy ludzie jak Ty czy ja sa nadal niestety w mniejszosci. A szacunku do zwierzat nauczylam sie wlasnie od babci i wujka, wujka ktory bedac rzeznikiem zawsze powtarzal „nie krzywdzic, nie sparawiac bolu, strzelic raz a dobrze”. Ten wujek przychodzil do babci ubijac swinie, cielaki i kozleta. Pamietam jak kiedys cos mu poszlo nie tak i musial do swini strzelis drugi raz, przyszedl do domu bialy jak sciana, rece sie mu trzesly, kazal sobie nalac kielicha a potem siedzial dluzsza chwile zeby sie uspokoic. A jak kiedys przyszedl zabic ceilaka, to powiedzial ze ciele nie moze wydac glosu, bo jak matka uslyszy to strasznie cierpi. Taki byl moj wujek. wujek rzeznik, wujek ktory droczyl sie ze swoim psem szarpiac go za ucho i kazdy ktory nie wiedzial by ze to sciema to pomyslal by ze mu robi krzywde. Ale obrazek mojego dziecinstwa mial tez druga strone, a byla nia siostra mojej babci, ktora trzymala psa na lancuchu i klucila sie z moja babcia ze psu nie trzeba dawac jesc „bo sam se upoluje” na co moja babcia zawsze odpowiadala jej ze „chya ta kure co za blisko przejdzie” i zanosila mu resztki z obiadu, albo wrzeszcala ze tak goraco a pies z pragnienia usycha bo nie ma se jej gdzie upolowac. I mysle ze ta ciotka tez dolozyla swoja cegielke do mojej wrazliwosci na los zwierzat. I mogla bym tak jeszcze dlugo i duzo, moze keidys napisze o tym u siebie, bo chodzi mi to po glowie od jakiegos czasu.

    Lubię to

    • Dzięki ogromne za Twoją wypowiedź! Przede wszystkim nie jestem kimś niezwykłym, nie masz mnie za co podziwiać, choć bardzo mi miło za te słowa 🙂 nie jem mięsa, chociaż czasem jadam ryby, a to też zwierzęta.. W ogóle to pojęcie: „mięso i ryby” jest dość przedziwne, bo ryby to też mięso 😉 Ale utarło się, że mięso to wołowina, wieprzowina, drób, czy dziczyzna.
      Wiele osób jada mało mięsa, raz czy dwa razy w tygodniu, i to nie jest jakies tam zajadanie się.. A hodowle to już teraz przemysł, byle więcej i więcej sprzedać. Dziś słyszałam, że w Polsce może upaść część firm produkujących wieprzowinę, bo Polacy nie jedzą już tyle mięsa. A mnie się zdaje, że gdyby produkowano mięso lepszej jakości, nie szprycowane jakimiś solankami, nie pompowane lekami, czy czymś podobnym, to ludzie chętniej kupiliby kawałek DOBREGO mięsa, a nie to coś..
      To bardzo dobry pomysł, byś napisała o swojej babci, czy o wujku, bo są naprawdę przykładem ludzi, którym należy się wielki szacunek 🙂

      Lubię to

  9. Jako mięsożerca powiem Wam, że coraz częściej, gdy tylko podchodzę do lady na stoisku z mięsem, to odchodzę z niczym. Mój smak na schabowego znacząco maleje na widok mięsa i wędlin, które miejscami świecą się na srebrno-żółto-pomarańczowo. Samo mięso to jeszcze jeszcze, ale wędliny to już całkowita porażka.

    Lubię to

    • Zdecydowanie lepiej byłoby, gdybyś kupił kawałek mięsa z prywatnego uboju i zrobił sobie wędlinę, wtedy smak jest inny, poza tym na pewno mniej tam tzw chemii.
      Nie zalinkuję, bo nie pamiętam już, gdzie to czytałam, ale zdecydowanie odradza się jedzenie wędlin, właśnie ze względu na ich niewątpliwie interesujący skład 😉

      Lubię to

      • Najczęściej tak robimy. W naszej okolicy ocalała jedna mała spółdzielnia rolna. Kupujemy mięso z ich własnego uboju. Lepiej sobie ugotować taki kawałek zwyczajnego schabu lub zrobić pasztet, z normalnych składników. Śmiech mnie ogarnia, gdy czasem słyszę w sklepie rozmowy o tym czy lepsza szynka tej czy innej firmy. Myślę, że gdyby zobaczyły jak się teraz szynkę robi to by przeszły na wegetarianizm.

        Lubię to

        • I to prawda, wyroby różnią się etykietą, ceną, ale są podobnie szprycowane różnymi specyfikami, głownie zwiększającymi masę.
          Kiedyś, gdy jeszcze w domu jadało się mięso, kupiłam w Makro kilka kawałków „dobrych” wędlin. Zamroziłam część z tego, a gdy po pewnym czasie odmroziłam, oczom moim ukazał się niezwykły widok – szynka „sflaczała” i porobiły się w niej dziury.. Taka to była „dobra” wędlinka..

          Lubię to

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s