Letnia historia z endem, niekoniecznie happy

aIMG_0197Przeglądanie półki w regale, gdzie leżą albumy ze zdjęciami zaowocowało niespodziewanym zwrotem myśli ku pewnemu wydarzeniu z przeszłości. Zdjęcia przypomniały mi różne rodzinne opowieści, w rezultacie z okruchów wspomnień ułożyła się historia, której fragment chcę opowiedzieć…

Ciepły, letni wieczór. Na zachodzie jeszcze łagodnie czerwienieją chmury, które otuliły słońce do snu. Sobota. Na wsi to święto. Już omiecione w chałupach, zagrody oporządzone, z obór dobiega tylko krótkie porykiwanie krów, które pozbyły się codziennej porcji mleka. Wieś nie szykuje się wcale do snu, ale do cotygodniowej zabawy na placyku nieopodal domu sołtysa. Panny pięknie ubrane w jasne sukienki, z umalowanymi rzęsami i ustami w poziomkowym kolorze, idą grupkami po dwie, trzy na zabawę.. Rozmawiają, śmieją się wesoło. Chłopcy w białych koszulach rozpiętych pod szyją, w ciemnych, najczęściej czarnych spodniach, z włosami ulizanymi wodą czy może brylantyną, palą papierosy i czekają już przy deskach, aż przyjdą „ich” dziewczyny. Prawie każdy z nich wypił dla kurażu po „jednym”. Orkiestra zaczęła grać coś do tańca, w pierwszym momencie trudno rozpoznać, z czyjego to repertuaru, ale po chwili już wiadomo, gdy wokalista zaczął łkać: „Na niebieee już gwiazdyyy znikająąą..”, że to piosenka Szczepanika. Na deskach pojawiają się pierwsze pary, zaczynają się kręcić i podrygiwać, jak kto umie i czuje. Mężczyźni mocno się kołyszą i „przeginają” swoje partnerki, im który bardziej się wygina, tym modniej tańczy. Taki trend. Zabawa rozkręca się, repertuar ze skocznego zmienia się w sentymentalny, ciemno już całkiem, kilka wódek wypitych w ciemnościach sąsiedniego podwórka sprawia, że tańczący coraz mocniej przytulają partnerki, niektórzy zaś opleceni ramionami znikają w ciemnościach okolicznych pól, szukając samotnego kąta.
Tak mija lato.. Każda zabawa ma ten sam scenariusz, jakieś szamotanie w zbożu, jakas bójka w okolicy, czasem z powodu dziewczyny, czasem z powodu krzywego spojrzenia..
Na jednej z takich zabaw była letniczka ze Śląska, przyjeżdżała na tę wieś co roku do wujostwa na wakacje, znała się z dziewczynami i chłopakami od dziecka. Było paru takich, którzy zagięli na nią parol, ale ona śmiała się z tego, nie chciała wiązać się z żadnych chłopakiem z tej wsi, młodziutka była, bawiła się i spędzała jedynie wesoło czas. Jednak któregoś roku podczas jednej z takich zabaw dała się namówić na kilka kieliszków wódki, a może czuła sie wtedy niezbyt dobrze, faktem jest, że nie oponowała, gdy chłopak, który nie przepuszczał jej w tym dniu ani jednego tańca, zaszeptał jej do ucha, by poszli nad rzekę. Śmiała się idąc ścieżką przez pola, bo co trochę raz jedna, raz druga noga osuwała jej się ze ścieżki i wpadała w bruzdę, wtedy dziewczyna chwiała się, ale przed upadkiem ratował ją chłopak, mocno obejmując i przytulając do siebie. Pocałował ją ukradkiem w szyję, dziewczyna poczuła przenikający ją dreszcz, odwróciła się do chłopaka i objęła go mocno. Zaczęli się całować, jego ręce wędrowały zaułkami jej ciała, szukając guzików czy suwaków, by śpiesznie pozbyć się niepotrzebnej przeszkody na drodze do aksamitu skóry.. Opadli na łąkę i zatopili się w pieszczotach, poznawali smak rozkoszy współzatracenia, współbycia i jednoistnienia..
Był maj 1967 r. Czas matur i egzaminacyjnych dreszczy. Nasza bohaterka, letniczka ze Śląska nie takich jednak dreszczy doznawała. Późną nocą jechała karetką pogotowia na ostry dyżur na porodówkę.. Przed świtem urodziła śliczną dziewczynkę, miała już swoją „maturę”.
Na dziś to koniec historii, chociaż ma ona swój dalszy ciąg. Młoda matka stała się z dnia na dzień dorosłą i odpowiedzialną osobą, która podjęła wyzwanie (przy ogromnej pomocy swoich rodziców) wychowania samotnie dziecka, i to w czasach, gdy panny z dzieckiem były wytykane palcami i piętnowane, jakby miały róg jednorożca na czole. Mała córeczka wyrosła na mądrą i piękną kobietę, zdobyła wykształcenie, wiedziała, że aby mieć coś w życiu, musi o to zawalczyć. Dzięki swojemu wykształceniu, uporowi, krok po kroku zdobywała szczebelki kariery, by dziś  zajmować wysokie stanowisko w pewnej instytucji zbliżonej do kół rządowych.
Mama jest na rencie, zachorowała na cukrzycę i zaniedbała chorobę, przez co mocno podupadła na zdrowiu. Mieszka nadal w K-K na Śląsku. Nigdy nie wyszła za mąż, chociaż na brak adoratorów nie mogła swego czasu narzekać.. Pojechała kiedyś z córeczką na tamtą wieś, ale..
Ale teraz to już całkiem inna historia.

http://goldenbrown.blox.pl/2007/08/Letnia-historia-z-endem-niekoniecznie-happy.html
Wschód słońca nad Soliną

Reklamy

8 myśli nt. „Letnia historia z endem, niekoniecznie happy

    • Tamtej wsi już się nie znajdzie, chociaż pewnie podobne do niej jeszcze gdzieś są.. Takich historii było sporo, a że akurat znam opisane osoby, więc było mi łatwiej odtworzyć różne sytuacje. Tekst pisałam jeszcze na bloxie, a teraz jedynie go odświeżyłam 😉

      Lubię to

    • Dzięki 🙂 Zastanawiam się, czy mógł być inny scenariusz..? Nawet wiele różnych. I jak życie zależy czasem od jednej chwili zapomnienia, czy nieuwagi, albo kierowania się emocjami..? Ale każda sytuacja ma też plusy, warto je widzieć, nawet, gdy życie kopie mocno po tyłku.

      Lubię to

    • Uważam podobnie, jak Ty. Wszystko dzieje się „po coś”, może nie jest to owo słynne przeznaczenie, ale takie haczyki, czy puzzle zdarzeń, które wpasowują się jedne w drugie..

      Lubię to

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s