O tym, że gratis nie zawsze jest miłą niespodzianką

Przyzwyczailiśmy się, że często sprzedawcy dodają darmo jakąś próbkę produktu, by klient mógł przetestować, a potem ewentualnie skusić się na zakup. Kupowałam w sklepie internetowym kilka produktów tzw. ekologicznych i jako podziękowanie za udane zakupy dołączono mi gratis (skądinąd nie przepadam za tym określeniem, ale weszło ono już na stałe do naszego języka). Gratis leżał sobie na półce między słojami z różnymi „dobrościami”, ale coś mnie tknęło, by wziąć go do ręki. Jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam, że… gratis żyje?!! I ma się znakomicie! Ma wciąż długą datę ważności, więc jeszcze sobie pożyje.. 😉
Nie wiem, czy o taki dodatek chodziło sprzedawcy, ale mnie odechciało się już kupowania w tym sklepie.
Przy okazji przejrzałam pozostałe zapasy i w nasionach chia, które były w zamkniętym słoju znalazłam dziwne kokony i sporo pajęczyn.
Na pocieszenie dodam tylko, że to ziarno jest z pewnością zdrowe, nie sypane nawozami, inaczej żadne „gratisy” by tam nie mieszkały 😀

Reklamy

28 myśli nt. „O tym, że gratis nie zawsze jest miłą niespodzianką

  1. Skąd ja to znam?… Zamknięta fabrycznie paczka z ziarnem słonecznika i długą datą ważności… z „gratisami” w środku. Makabra! Jak się rozejdą po kuchni, długo nie można się ich pozbyć 😦
    Pozdrowienia!

    Polubione przez 2 ludzi

    • Przeszukałam to, co było w szafce i wyrzuciłam wszystko, co było podejrzane. Trudno, nie zbiednieję, jeśli pozbędę się się paru produktów, a przynajmniej ominie mnie uciążliwa walka z dzikimi lokatorami. Pozdrawiam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ja walczę z tym latającym cholerstwem. I to trochę trudne, nawet w lawendzie mi się kiedyś zalęgło. Ale pamiętam sytuacje w sklepie, jak zamierzałam sobie kupić jakiś ryż brązowy czy orzechy prażone bez soli i tłuszczu i w ostatniej chwili rezygnowałam, bo to widziałam biedną, małą istotkę, próbującą wyfrunąć z zamkniętego worka, to przepiękne pajęczyny…
    A jak się w domu rozplenią, to i w otwartej czekoladzie potrafią się zalęgnąć. Dlatego na wszelki wypadek, co już otworzę, to staram się do lodówki wkładać.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Suszone grzyby przechowuję w zamrażalniku, żeby mieć pewność, że na Wigilię będę mieć wegetariańskie danie, a nie z „wkładką”. Gdy jestem w sklepie i przechodzę między regałami z kaszami, makaronami, itp, to tak sobie myslę, ile chemii trzeba zużyć, żeby nie zalęgły się „różne takie”…?
      Pamiętam czasy, gdy w ciastkach (np. markizy, albo herbatniki maślane) znajdowałam całkiem dorodne żywe istoty…

      Polubione przez 2 ludzi

      • Kiedyś głośno było, że w jednych czekoladkach znaleziono robaki… Pamiętam, bo piosenkę reklamową przerobiono na: malaga, tiki-taki i robaki… chociaż nie jestem pewna, czy to akurat w kasztankach były owe robaki 😉 A podobno mole spożywcze się już dostosowały do postępu i potrafię folię przegryźć czyli nawet w domu umiałyby do „czystego” i nie otwartego jedzenia się dostać. Czekam tylko aż mi się w kawie zalęgną :///

        Polubione przez 2 ludzi

  3. Niestety, takie przypadki mogą się zdarzyć, bo „sypkie” produkty czasem dość długo są transportowane i przechowywane zanim zostaną automatycznie zapaczkowane, w mniejsze handlowe porcje. Pozostaje szkodnika unieszkodliwić, a reszta dla ptaszków 😉

    Polubione przez 2 ludzi

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s