Prosty sposób na szczęście

Człowiek tak naprawdę niewiele potrzebuje do szczęścia. Wystarczy spacer wśród kwiecistych łąk, piękny widok, czy cudowne odgłosy przyrody. To własnie był jeden z wielu szczęśliwych dni, które przeżyłam nad Soliną. Przedwieczorny spacer poniósł nas na wzgórza, skąd zachwycaliśmy się widokiem lesistych pagórków, Soliny i maleńkich domków, które bardziej przypominały pudełka od zapałek, niż prawdziwe domy. Ale przede wszystkim w zachwyt wprawiły nas śpiewy ptaków, dlatego proponuję do oglądania zdjęć włączyć film z nagraniem śpiewu ptaków.

Reklamy

Jadąc do Cisnej cz.3 – u celu.

znów nie wyszedł mi 
I taki deszcz wyśpiewany przez Krystynę Prońko towarzyszył nam w drodze z Jabłonek do Cisnej.
Jadąc tam śpiewałam w kółko tę piosenkę, a jakże!:)
Mielismy „szczęście” wlec się za autobusem wycieczkowym, który przecierał szlak, rozbryzgując spod kół hektolitry wody. W pewnym momencie podczas brania ostrego zakrętu pod górę, autobus zaczął się staczać. Na szczęście kierowca miał refleks i w porę zahamował, nie staranował nas.. 
W Cisnej jest takie miejsce, które od lat przyciąga turystów. Wugi stwierdził: „koniecznie pojedźcie do Siekierezady”, to pojechalismy:)
Z zewnątrz nic specjalnego, knajpka, jak wiele. Nawet początkowo zajrzelismy do będącej po sąsiedzku „Łemkowyny”.Na szczęście zawróciliśmy do Siekierezady, gdzie czekały na nas biesy i czady…
Weszliśmy do salki, gdzie za siatką stał autentyczny Willys
Pierwsze, co nam się rzuciło w oczy, to fajne siekiereczki wbite w stoły…
… z przykutym łancuchem bardzo obszernym menu.. 
Zamówiliśmy najlepszą kawę, jaką mają, za całe 7 złociszy sztuka;) I była to wysmienita latte macchiato:) 
Jak już nadmieniłam wcześniej, menu dostarczało nie tylko składników o(d)żywczych dla ciała, ale i co nieco dla ducha;) Była tam np. bardzo pouczająca „Krótka rozprawa z fallusem w roli głownej”, ale dla potrzeb tego wpisu będzie inna opowieść:

Jadąc do Cisnej cz.2 – Jabłonki

Kilka kilometrów za Baligrodem jest wieś Jabłonki. Nie wiem, czy jest w niej kościół, czy supersam, pewnie i jedno, i drugie. Wiem, że wieś ma ogromny pomnik kiedyś Bardzo Znanego Generała, którego imieniem nazywano ulice, szkoły, zakłady pracy itd. Dziś sława gen. Karola Świerczewskiego ps. Walter nieco przygasła, wiele ulic ma zmienione nazwy (np. w Łodzi ulica Świerczewskiego to obecnie Radwańska), a Zakłady Waltera w Radomiu to Fabryka Broni Łucznik. I niech tak będzie, zwłaszcza, że postać generała jest mocno kontrowersyjna.
Gdy jechalismy do Jabłonek minęliśmy ciekawie gniazdo bocianie – całkiem porośnięte trawą i krzaczkami. Czyżby bliskość Diabligrodu wystraszyła bociany..?;)

Pogoda psuła się coraz bardziej, padało i padało..
Zdjęcia zza szyby samochodu, stąd może niezbyt wyraźne.

Gdy dojeżdżaliśmy do Jabłonek, deszcz prawie ustał. I natychmiast nad górami pojawiła się para. 
Wyglądało to pięknie, trochę bajkowo, niesamowicie. Jakby góry i las, a wraz z nimi domki, oderwały się od ziemi i uniosły gdzieś wysoko pod chmury.. A potem pewnie płynęły i szybowały, gdzie wrony zawracają…

To nie koniec wpisu, wreszcie będzie Karol. 
Gdy Opatrzność stwierdziła, że dość już tych fotek i w ogóle wizyty, nasłała na nas burzę i rzęsisty wielkokroplowy deszcz. No, to pojechaliśmy dalej…

Jadąc do Cisnej cz.1 – Baligród

Wugi pytał niedawno o wrażenia urlopowe, bo minęło już kilka dni, odkąd wróciłam z wypoczynku i.. nie podzieliłam się tu żadnymi zdjęciami. Czas nadrobić zaległości.

Nie będę relacjonować chronologicznie co, gdzie, kiedy, ale zacznę od … wyjazdu do Cisnej:))
Gdy jechaliśmy tam, oczywiście lało! Na Bieszczady nie ma co liczyć, tam pogoda jest kapryśna, niczym przysłowiowa 300% kobieta;) Wieczorem sprawdzana pogoda na 2 portalach okazywała się prognozopodobna, to bajkopisarstwo;) A już czystą abstrakcją i bajką nad bajkami była prognoza 16-to dniowa! Totalny niewypał, nigdy nie wierzcie w to! To już wolałam Wicherka i Chmurkę, jesli wiecie, kogo mam na mysli..;)
Patrzę na zdjęcia i widzę w myślach drogę, te wszystkie zakręty pod górkę i z górki, strumienie deszczu, a po chwili przejaśnienie, ale – było cudnie:) 
Wybraliśmy się najpierw do Baligrodu. Baligród-Diabligród, jak nazywano kiedyś to miejsce. Tam ziemia spłynęła krwią w sposób szczególny, w czasie II WŚ wrogiem byli nie tylko Niemcy, ale bardzo często okazywał się i sąsiad. „Łuny w Bieszczadach” nie opisywały prawdy historycznej, ale z pewnością książka ta ukazywała klimat czasów wojny. Zdjęcia są z opisami, więc nie trzeba objaśniać.