Inna Dominikana

Kontynuując temat Dominikany warto pokazać jeszcze jej inną stronę. Zwyczajne, niepolukrowane życie. Wprawdzie nie miałam okazji tam pomieszkać, a zdjęcia zrobione są podczas kilku wypadów w głąb wyspy, ale i tak więcej widać, niż w hotelowych kondominiach. Mieszkańcy Dominikany są w większości mniej lub bardziej ciemnoskórzy. Ciekawostką jest to, że niektórzy z nich mają…. niebieskie lub zielone oczy!! Właściwie ani niebieskie, ani szare, lecz jakby wpadające w granat. Miałam okazję spotkać takiego Dominikańczyka i przyznam, że jest to nad wyraz zadziwiające! Możliwe, że we krwi niebiesko-, czy zielonookich Dominikańczyków jest polska domieszka, gdyż nasi rodacy mieli swój wkład w zasiedlenie wyspy.
Po tragicznej klęsce Napoleona w Rosji w 1813 r. oddziały polskie, które wiernie walczyły u jego boku, w obawie przed represjami ze strony zaborców, uciekły razem z dyktatorem do Francji. Tam Napoleon postanowił wykorzystać polskie korpusy w jakimś zbożnym celu, oczywiście służącym Francji, dlatego wysłał je do tłumienia powstań na Haiti, francuskiej kolonii. Walki, które Polacy tam stoczyli z haitańskimi powstańcami były bardzo krwawe, mało kto z polskiej załogi w ogóle stamtąd powrócił. Reszta Polaków osiedliła się na Hispanioli (tak nazywano wyspę) i wiadomo, geny poszły w świat..:) Do dziś można spotkać zwłaszcza na Haiti polskobrzmiące nazwiska!
Mieszkańcy Dominikany są niezwykle otwarci i życzliwi. Odpowiedzą na każde pytanie, nawet, jak do końca nie znają odpowiedzi;) ale przynajmniej próbują. Ciężko pracują, by zarobić na utrzymanie licznych rodzin, ale czasem ma się wrażenie, ze ta praca to dla nich rozrywka. Gdy tylko jest okazja, tańczą, śpiewają.
Co kraj to obyczaj. Trynidad ma swoje calypso, Jamajka reggae, a Dominikana słynie z merengue. Mawiają, że merengue to taniec niewolników, ludzi, którzy mieli kajdany na nogach…Merengue był pełen swawoli, energii i zmysłowości, ale był również przejawem buntu. Może dlatego podczas tańczenia merengue stopy prawie nie odrywają się od podłogi i niewiele się przesuwają, cała uwaga tańczącego koncentruje się na ruchach biodrami.
Mówi się, że Dominikana jest krajem bezpiecznym. Do pewnego stopnia to prawda. W hotelowych enklawach turyści mogą czuć się bezpiecznie, ale co innego w większych ośrodkach miejskich, jak np. w Santo Domingo, stolicy wyspy. Jednakże na tle Karaibów Dominikana jawi się naprawdę spokojnym i bezpiecznym państwem (czego nie można powiedzieć o Haiti i Jamajce).
Na filmie jest kilka zdjęć, gdzie widać, jak rzeźnik dzieli mięso. Wszystko to odbywa się na ulicy, w warunkach mało wspólnych z higieną. Potem to podzielone na części mięso wystawiane jest na sprzedaż przed sklepami i wisi sobie, czekając na nabywców. Na Dominikanie nie ma czegoś takiego, jak Inspekcja Sanitarna, która kontroluje warunki, w jakich przechowywana jest żywność. Zastanawiałam się, jakież to mięso podawane jest w hotelach? Czy to z miejskich kramików? Okazuje się, że mięso dla turystów jest sprowadzane z Argentyny, która ma określone przepisy sanitarne, zaakceptowane przez zagranicznych właścicieli hoteli. Zapomniałam dodać, że znakomita większość hoteli, stacji benzynowych, fabryk, jest w obcych rękach, nie należy do Dominikańczyków. Najczęściej takimi rekinami finansowymi są Majorkańczycy, ale i Amerykanie, Holendrzy…:) Ciekawostką jest to, że na Dominikanie, w jej północnej części odkryto najbogatsze na świecie… złoża bursztynu!!! Występuje też tam minerał zwany larimar – jedyny na świecie, przepiękny, błękitny kamień, mylony z turkusem.
Uniwersalnym napojem – na wszystkie dolegliwości, bóle, ale i na dobry nastrój, jako afrodyzjak – jest Mama Juana. Jest to specjalna nalewka z rumu na ziołach, przygotowana w specjalny sposób i odpowiednich proporcjach – rum, czerwone wino i miód. Jest kilka sposobów sporządzania Mamajuany, niektórzy nie dodają wina, inni najpierw zalewają winem, a po paru dniach wylewają je i dodają rum i miód. W sklepach można kupić już gotową nalewkę, albo butelkę z suchymi ziołami i samemu przyrządzić napój.
Z Dominikany przywozi się też rum – najlepszy rum dominikański jest zawsze na literę B.
Znakomite są też cygara dominikańskie. Ale, jak i na Kubie, trzeba uważać na podróbki:)
Kawa – należy do wyjątkowych. A jak kto lubi to może kupić przepiękne rzeźby, czy obrazy – do wyboru, do koloru:)
 
 
 
Enhanced by Zemanta

Altos de Chavon – wioska artystów na Dominikanie

Wiem, miał być innym wpis, ta brzydsza strona Dominikany, prawdziwa i przyszarzona. Ale zanim ją pokażę, chciałabym przebyć jeszcze raz kilka ścieżek, które zachwyciły mnie swoim kolorytem i pięknem. Ze zdjęć, które zrobiłam podczas wycieczki do Altos De Chavon powstał filmik, który można zobaczyć poniżej.
Altos de Chavon, wioska artystów, wykuta w koralowcu. Zbudowana została w latach 70-ych XX wieku na wzór andaluzyjskiej wioski z XIV wieku. Jest to spełnione marzenie byłego prezydenta amerykańskiej kompanii cukrowniczej Gulf & Western, Charlesa Bluhdorna, który  ofiarował tę wioskę swojej córce Mercedes. W Altos mieszkają artyści z całego świata, którzy znajdują tu inspiracje dla swoich dzieł. Ich prace można zakupić w licznych sklepikach i galeriach. W Altos de Chavon znajduje się prestiżowa szkoła artystyczna na poziomie uniwersyteckim, wspólpracująca na stałe z nowojorską Parsons The New School for Design.Wioska jest przepięknie zaprojektowana, ma maleńkie, kręte uliczki, placyki i fontanny, eleganckie butiki i restauracje, wieczorem z kościelnego placu można podziwiać widok na rzekę Rio Chavon. Mało kto wie, że rzeka ta posłużyła jako plener m.in. do filmów  „Czas Apokalipsy” i „Rambo”. Centralnym punktem miasteczka jest kościół San Estanislao, gdzie znajduje się grób polskiego świętego Stanisława. Papież Jan Paweł II poświęcił to miejsce w roku 1979.
Wśród artystów i prominentów panuje moda na zawieranie ślubów w tym kościele.
Niedaleko znajduje się też amfiteatr, gdzie 5000 ludzi może podziwiać i słuchać znanych artystów – występowali tam: Frank Sinatra, Santana, Julio Iglesias, Erasure, Andrea Bocelli, Duran Duran i wielu innych.
Wycieczka nie zakończyła się w tej wiosce, był to jeden z jej etapów. Rzeką Rio Chavon płynęliśmy miniparowcem do jej ujścia do morza. Mijalismy lasy namorzynowe, a u ujścia rzeki przesiedliśmy się na szybką łódź, która – z małym przystankiem na kąpiel na mieliźnie z pokruszonych muszelek – zawiodła nas na fantastyczną wyspę Saona. Odpoczynek pod palmami i absolutnie bezkarne lenistwo!:)
Dominikana ma ponad 1 000 mil cudownych, szerokich, w większości białych plaż. Plaża od Punta Cana do Bavaro jest uważana za najdłuższą plażę na Karaibach.
I czy po takich wiadomościach nie zrobiło nam się cieplej i weselej?:)

Enhanced by Zemanta

Dominikana – raj na Ziemi!

  
Tak nieciekawie ostatnio za oknem, brak kolorów, brak ciepła.. Zatęskniłam za słońcem…!
Bo są takie miejsca na Ziemi, gdzie sama ich nazwa wywołuje uśmiech: Karaiby, a wśród nich Dominikana, z pewnością do nich należą.
Co z tego, że Dominikana jest bardzo biedną republiką. I tak przylgnęło do niej określenie raju na Ziemi!
Jest w niej coś, co powoduje przypływ pozytywnej energii, dobry nastrój, chęć pokręcenia się w rytmie merengue i zanucenia wesołej nutki. Bo nie bogactwa materialne, nie ilość domów, samochodów, czy zer na koncie są miarą szczęścia. Jest to stan długotrwałego zadowolenia, (jak określił prof. Tatarkiewicz).
Ludzie na Dominikanie ciężko pracują za symboliczne pensje, bywa, że jedna osoba zatrudniona w turystyce utrzymuje całą liczną rodzinę! Ale czy są nieszczęśliwi? a czy nieszczęśliwi tańczą? śpiewają? bawią się? nie. Potrzeby tych ludzi nie są wygórowane, dach nad głową sklecają Dominikańczycy z tego, co pod ręką.
Jednocześnie
bywa, że na ścianie bardzo skromnej chatki obitej blachą falistą wisi wypasiona „satelitka”, a przed drzwiami domu stoi całkiem dobry samochód, czy motocykl. Na podwórku bawią się dzieci, zazwyczaj bardzo liczna gromadka, ich zabawki to nie tylko patyczki i kamyczki, ale komórki i gry elektroniczne. Świat pełen kontrastów cywilizacyjnych.
Ponad rok temu byłam na tej rajskiej wyspie i podzieliłam się potem takimi refleksjami:

Chyba nigdzie na świecie czas nie płynie tak przyjemnie i leniwie, jak na Karaibach. Tam ludzie żyją tym, co przynosi im dzień, mało zaś patrzą na to, co jutro może dać. Nie znają co to zima, więc nie gromadzą zapasów;) I choć są przeważnie biedni to i tak mają radość w sercu i uśmiech na twarzy.
Życie upływa im w rytmie merengue i bachata, choć może to z pozoru wydawać się zbytnim uproszczeniem.
Ogromne są dysproporcje między bogaczami, których jest znikomy procent, a resztą społeczeństwa, nie mającą nic prócz codziennych radości i trosk, a mimo to nikt nie wznieca rewolucji. Bo życie ma tam inny smak, bieda nie zawsze oznacza nieszczęście.
Jako ciekawostkę podam, ze na Dominikanie wielką popularnością cieszą się hotele na godziny, czyli cabaña (kabańja) – mają niezwykłe nazwy, np. „Zakręt miłości”, „Przystań kochania” i mniej wybredne nazwy, których nie przytoczę;)
Nie są to jednak domy schadzek, czy jakieś agencje towarzyskie – wprost przeciwnie, najczęściej hoteliki odwiedzane są przez pary małżeńskie, które pragną zaznać intymności. Mają zapewnioną anonimowość, gdyż nie ma tam typowej recepcji, do hoteliku wjeżdża się samochodem przez garaż. Tam zostawia się auto, a goście wchodzą bezpośrednio do pokoju. Zanim jednak zajmą się sobą otwiera się małe okienko i pojawia się w nim ręka właściciela lub pracownika hotelu z żądaniem zapłaty. Pada tylko pytanie, czy goście wynajmują pokój na 4 godziny, czy na całą noc i czy potrzebne są im różne gadżety. Jeśli tak, to cennik gadżetów wisi tuż obok na ścianie.
Jak podają statystyki (wierzyć, nie wierzyć? ) aż 60% populacji Dominikany jest poczęte w takich właśnie hotelikach…
A teraz popatrzmy na zdjęcia, jest w nich ciepło białych plaż i szmaragdowych wód Morza Karaibskiego…

Enhanced by Zemanta