Dom wschodzącego słońca*

Z pozdrowieniami dla bardzo sympatycznej Dziewczyny z Ukrainy 🙂

DDSC04531

*każdy może mieć swój dom wschodzącego słońca 😉

DDSC04535industrial widziany przez szybę pociągu bardzo pośpiesznego 😉

Zapiski łączniczki – idzie wiosna!

Nie spodziewałam się, że dziś będzie tak piękny dzień! Taki bez skazy.. 🙂
Gdy rankiem jechałam na Kaliski, na niebie księżyc jeszcze łypał srebrnym okiem. Może to było mruganie do wschodzącego słońca?
W świetle poranka nawet brzydki, przemysłowy krajobraz wygląda tajemniczo, ciekawie i.. dość ładnie 🙂

Warszawa powitała mnie jaskrawym słońcem, bezchmurnym, ciemnobłękitnym niebem i.. 10 stopniami C. 😉
Piękny, rześki poranek! Nawet spojrzałam nieco przychylniej na przystanki metra.. 😉
Dla mnie to straszny kicz. Usiłuję je polubić, ale jakoś mi się to nie udaje..

Na chwilkę wracamy do przeszłości, ale niedawnej 😀

Czas nieco spoważnieć, wieki patrzą.. 😉

Jak w prosty sposób poprawić wizerunek?

Myślicie, że napiszę o makijażu, czy zabiegach kosmetycznych?;) Absolutnie nie:))
Mam na myśli wizerunek PKP, naszych ulubionych kolei.
Wczoraj odbyłam krótką podróż do stolicy i z powrotem, myślałam, że na tej trasie już nic mnie nie zaskoczy, a jednak..!
Wsiadłam do pociągu relacji Olsztyn-Wrocław via Łódź Kaliska i zatopiłam się w pasjonującej lekturze o ukrytych terapiach, gdy nagły chrobot głośników przerwał mi opowieść o witaminie D.. „Z powodu awarii rozjazdu i jazdy w obu kierunkach po jednym torze pociąg odjedzie z 20-minutowym opóźnieniem. W imieniu spółki PKP przepraszamy.” OK, 20 minut, nie ma tragedii. Po 20 minutach rozlega się w głośnikach ten sam głos: „Opóźnienie pociągu wzrośnie do około 30 minut. W imieniu spółki PKP przepraszamy.” Taaa…
Do Żyrardowa dojechaliśmy z 45-minutowym opóźnieniem, czyli można powiedzieć, że na piechotę. Myślałam, że to już koniec niespodzianek, ale nie. W okolicach Skierniewic sytuacja się powtórzyła: „Z powodu awarii rozjazdu pociąg….” itd… Rozglądam się wokół, pełno torów, większość nowych, dopiero co ułożonych, a tu taki myk – rozjazd się rozjechał😉
Do Łodzi dojechałam z 65-minutowym opóźnieniem. A teraz pewnie zapytacie – gdzie tu poprawa wizerunku? I to jest właśnie ta trzecia niespodzianka. Już w Łodzi, ale za Widzewem wpadł do przedziału konduktor z… WAFELKAMI !!:))) Poczułam się, jak pasażer pendolino, bo tam wafelki są serwowane w ramach biletu (wcale nie takiego taniego), a my, zwykli pasażerowie zwykłego intercity, za godzinkę z hakiem opóźnienia zostaliśmy przeproszeni Grześkiem za 1,30 PLN;) Tanio, ale sympatycznie!:))
A ja dostałam dwie sztuki, bo konduktor przewidział, że o tym napiszę na blogu:)))

 

Najbardziej leniwy dzień i zima (ubiegłego) stulecia

Notka wspominkowa, pochodzi z mojego bloxowego bloga, napisałam ją już 4 lata temu.. Jak ten czas gna!! Ale że dziś taki leniwy dzień, dlatego sięgnęłam po stary wpis;)

Mija pierwszy dzień z 365 dni nowego roku. To najbardziej leniwy, wręcz najnudniejszy dzień w roku. O ile ma się wolne, a nie przymusowy dyżur. Z głowy razem z dźwiękami zabawy wyparowały bąbelkowe procenty. Niektórzy mieli ich stanowczo za dużo i jeszcze leczą kaca lub, co gorsza, trafili do Izby Wytrzeźwień czy do szpitala na toksykologię. Tam praca jest na najwyższych obrotach i 01.01 nie jest wcale nudnym dniem. Z wiarygodnych źródeł wiem, że na toksykologii zabrakło miejsc. Cóż, samo życie;) Myślę sobie, że zakończenie Sylwestra w Izbie Wytrzeźwień, czy szpitalu nie jest ani szczytem marzeń, ani też powodem do chwalenia się przed znajomymi, jak to wspaniale się bawiliśmy. Choć pewnie niektórym zaimponowałaby taka kulminacja zabawy, ale trudno mi to sobie wyobrazić.
Jednak nie tylko ilość wypitego alkoholu może sprawić, że Sylwester będzie niezapomnianym przeżyciem – mnie akurat przypomniał się dość niezwykły scenariusz zabawy sylwestrowej podczas zimy stulecia. Pamiętam wszystkie szczegóły, jakby to było wczoraj..;)
Pamiętam tamtą zimę… 30 grudnia 1978 roku jechałam ze znajomymi na Sylwestra do zajazdu niedaleko Wrocławia. Już wtedy zaczął sypać śnieg, ale nikt nie przypuszczał, że przez parę dni zasypie nas całkiem. W Sylwestra zrobiło się naprawdę śnieżnie, pamiętam, że wieczorem w „Dzienniku” podawali informacje o zasypanych drogach w Europie, o nagłym spadku temperatur, o awariach trakcji elektrycznych, odwołanych pociągach itp.. Ale nikt z nas nie wierzył do końca w to, co mówią, wiedzieliśmy przecież, że często wciskano nam propagandę. Przed nami była perspektywa zabawy, nie martwiliśmy się o powrót do Łodzi, zresztą, jak się jest tak młodym człowiekiem, to nie ma przeszkód nie do pokonania.
2-go stycznia 79 mieliśmy wracać do domów i tu zaczęły się kłopoty. Powrót samochodem był niemożliwy, drogi nieprzejezdne, jedyne wyjście to jazda pociągiem. Chcieliśmy przygód, to je mieliśmy!;) Na dworcu w Kątach Wrocławskich panowały ciemności, rozświetlone jedynie świeczkami, rozkład jazdy był fikcją (podobnie, jak w grudniu ubiegłego roku, czyli przez 30 lat niewiele się pod tym względem zmieniło), nie było wiadomo, kiedy przyjedzie jakikolwiek pociąg i czy uda nam się dostać do Wrocławia. Udało się, choć były problemy z dostaniem się do pociągu – drzwi nie dawały się otworzyć. Kilka szarpnięć kolegów otworzyło sezam i znaleźliśmy się w wagonie;) W środku było koszmarnie zimno, na siedzeniach leżały smugi śniegu, które dostały się przez niedomknięte okna. Jednak już jechaliśmy w stronę domu, powoli, bo powoli, ale zbliżaliśmy się do celu.
We Wrocławiu było kolejne polowanie na pociąg, tym razem do Ostrowa Wlkp. Kilka godzin spędzonych na dworcu, w niekomfortowych warunkach, mnie przy okazji zepsuł się zamek błyskawiczny w kozaku, wyglądałam pociesznie;) Wszędzie koszmarnie zimno, żeby nie przeziębić się, pozakładaliśmy na siebie ubrania „na cebulę”, pamiętam, że paradowałam w spodniach i spódnicy:))
Z Ostrowa do Łodzi jechaliśmy w koszmarnym tłoku i – uwaga! – koszmarnym upale! Po takim wymrożeniu w pociągach i na dworcach to było wręcz zjawisko nie z tej ziemi! Większość podróży spędziliśmy na korytarzu, gdy już udało się znaleźć miejsce w przedziale, było tam tak gorąco, że ściągaliśmy z siebie ciuchy!
W Łodzi – zaspy, zaspy, zaspy.. tunele zasp..! Brak jakiejkolwiek komunikacji, zero tramwajów, czy autobusów, drogę z Kaliskiej do domu pokonałam pieszo i w ten sposób po blisko dobie podróży znalazłam się w domu:) Pamiętny Sylwester..:)
Nie mam, niestety, zdjęć z tej wyprawy, dlatego jako ilustracje posłużą fotki z Sylwestra sprzed paru lat.
SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA