I mamy wiosnę, jak się patrzy! :)

Stało się! 🙂 Dość już narzekań, że zimno, że szaro, że gdzie ta wiosna?!
Oto Ona w pierwszej odsłonie: 🙂

Reklamy

Pierwsze pąki magnolii

Od wczoraj zrobiło się nieco cieplej i od razu czuje się wiosenny powiew. W miniogródku przed moją pracą zakwitły magnolie 🙂 Póki co właściwie są to tylko pąki, ale oczekiwanie na pełny rozkwit jest najpiękniejsze.. 🙂 Niedawno widziałam na drzewie na moim podwórku tokującego samca sójki (tak przypuszczam, że to był pan sójka, a nie pani). Wydawał z siebie niezbyt głośne dźwięki, poruszał głową w górę i w dół, stroszył pióra na głowie, a potem usiadł na gałęzi i (być może) czekał na partnerkę. Wiosna, wiosna.. 🙂

Jesień czai się pośród lata

Gdy wybierałam się idealnie w środku lata na urlop (niespodziewanie, bo koleżanka z pracy zamieniła się ze mną terminami), byłam przekonana, że sierpień będzie drastycznie gorącym miesiącem i gdy wrócę do pracy, to się rozpłynę z upału. Gdzieś natrafiłam na taką właśnie prognozę pogody, zapowiadającą temperatury w sierpniu sięgające nawet 36 stopni C.! Oczywiście, nie gdzieś w Afryce, czy na Karaibach, ale w Polsce 😉 Pomyślałam wtedy: „Boże, jak my wytrzymamy w pracy bez klimy..?”
Teraz jednak nie mam już takich zmartwień, bo prognoza temperatur podzieliła się na pół 😉
W ten oto sposób jesień skrada się i każdego dnia zagarnia dla siebie większą przestrzeń.
A to mglistymi porankami, które liżą chłodem po ramionach, a to nawłociami, które złocą się coraz śmielej, a to astrami i jeżynami w ogrodach…

A Tuwim pisał o mimozach (tak mu pasowało do wiersza), bo: „Nawłociami jesień się zaczyna…” to brzmi nie jak wiersz, ale jak sprawozdanie z realizacji planu rocznego 😉

Chińczyk Bluboo

Niedawno sprawiłam sobie zabaweczkę, czyli zmieniłam europejskiego chinola na chińskiego chinola 😉
Oj, wiem, że to niejasne, ale gdy kobieta tłumaczy, to nigdy proste nie jest. Wręcz przeciwnie.
Ale ad rem.
Mój smartfon był już dość starej daty (w technologiach stara data to czasem wielokrotność kwartałów 😉 ), dlatego stwierdziłam, że czas na coś nowszego, zwłaszcza, że ceny spadają teraz niczym łzy świętego Wawrzyńca w sierpniu i można na chinolskim rynku dobrać sobie coś odpowiedniego. Wykorzystałam podpowiedzi z blogu Smartświat nasz codzienny i wybrałam gadżecik firmy Bluboo. Wydałam na niego naprawdę rozsądne pieniądze i nie żałuję ani przez moment tej decyzji 🙂 Ma dobre parametry, przyzwoity design, jest leciutki, a przy okazji – jest to podobno pierwszy smartfon produkowany seryjnie, gdzie tylna część obudowy została wydrukowana na drukarce 3D!
Cieszy mnie też aparat fotograficzny (obydwa), bo robi zdjęcia niczego sobie 🙂 Oczywiście, że to tylko telefon i ma służyć do komunikowania się, ale kto zabroni wykorzystać go np. podczas zakupów w Tesco, żeby zrobić parę fotek kwiatów? 🙂

Dodane 30.05.2016r.
Bluboo w całej swej okazałości: